Powrót w wielkim stylu
Raz wyrobioną opinię człowiekowi trudno zmienić. Tacy już jesteśmy. Ale kiedy się bardzo chce, a i okoliczności ku temu sprzyjają, można czynić cuda!
SsangYong jawi się w naszej pamięci głównie jako marka produkująca nieco ekscentryczne, niszowe produkty. Mimo wszystko, dobrze pamiętamy takie samochody jak Kyron czy Actyon Sport. Obecnie w ofercie SsangYong posiada w dwa modele – Rexton i Korando. Polski klient nie ma zatem specjalnie w czym wybierać. O ile w przypadku Rextona widać delikatny upływ czasu, o tyle Korando wnosi nad Wisłę powiew świeżości. Jestem przekonany, że w Korando drzemie ogromny potencjał. Pytanie tylko, czy SsangYong będzie potrafił go wykorzystać?
To właśnie dzięki Korando zeszłoroczny powrót SsangYong na polski rynek należy uznać za udany. Czy Korando będzie w stanie stawić czoła zadomowionym już Kii Sportage, Hyundai’owi ix35 czy Nissanowi Qashqai? Będzie ciężko, zwłaszcza, że do rywalizacji w segmencie kompaktowych SUV-ów co roku dołączają nowi gracze. Ale czy pomieści wszystkich chętnych?
Pamiętacie Korando I generacji? Samochód produkowany był na licencji Jeepa CJ-7. To dość zamierzchłe czasy, gdyż jego produkcję rozpoczęto w 1983 roku. W 1997 zaś pojawiła się nowa, niezbyt urodziwa wersja, produkowana do 2006 roku. Od daty zakończenia produkcji Korando II do premiery nowego modelu minęły zatem cztery lata. Ile można zrobić przez cztery lata? Dużo. Można np. zbudować cztery stadiony na Euro 2012. Nie ukrywam zatem, ze moje nadzieje związane z Korando były naprawdę duże.
Pierwsze wrażenie
Jak wiadomo, liczy się pierwsze wrażenie. W przypadku Korando wydaje się, że będzie w stanie w pełni spełnić wymagania nowoczesnego europejskiego klienta, który pragnie poruszać się eleganckim samochodem. W ofercie znajduje się co prawda tylko jeden, dwulitrowy silnik wysokoprężny, dostępne jest jednak całkiem bogate wyposażenie. W promocyjnej cenie Korando kosztuje teraz 82.800 zł. Dużo to czy mało? Dla porównania, Kię Sportage kupimy już (ze słabszym silnikiem co prawda) za 68.800 zł, zaś ix35 za 68.900 zł. Obcując z Korando musimy wyzbyć się skojarzeń z poprzednimi, niezbyt udanymi modelami spod znaku SsangYonga, w przeciwnym razie skreślimy Korando, co może być największym błędem w naszym życiu.
Ukryta elegancja
Korando to pierwszy model SsangYonga, który nie szokuje. Nie znajdziemy tu ekstrawaganckich kształtów. To jakby rozpoczęcie nowego rozdziału w historii marki. Trzeba przyznać, że Korando jest zgrabnym, niczym nie wyróżniającym się kompaktowym SUV-em z proporcjonalną sylwetką. Chromowane dodatki nadają mu delikatnej ekskluzywności, podobnie jak przyciemniane tylne szyby, 18-calowe felgi, podwójne końcówki wydechu i relingi dachowe. Jeżeli o ilości sprzedanych samochodów decydowałby tylko wygląd, Korando miałoby szansę gościć na szczytach rankingów sprzedaży.
Miłe zaskoczenie
Nie ma co już wracać do przeszłości, chyba, że w pozytywnym aspekcie. Gdy zasiądziemy w środku, wrażenia towarzyszące nam są jak najbardziej poprawne. Korando prezentuje gigantyczny skok do przodu w porównaniu z poprzednimi modelami. Deska rozdzielcza sprawia wrażenie dobrze rozplanowanej i ergonomicznej. Większość rzeczy, która może nam się przydać w czasie jazdy, jest pod ręką, choć plastiki mogłyby być przyjemniejsze w dotyku. W testowym egzemplarzu nie zabrakło skóry, wielofunkcyjnej kierownicy, podgrzewanych foteli (także na tylnej kanapie), automatycznej klimatyzacji i elektrycznie otwieranych szyb. Irytują tylko dwie kwestie. Przycisk obsługujący funkcje komputera pokładowego z niewiadomych przyczyn znajduje się na panelu środkowym, zaś drążki uruchamiające wycieraczki i kierunkowskazy znajdują się jakby…nie w tym miejscu. Zdecydowanie nienaturalnie sterczą pod kątek 45 stopni co sprawia, że włączając np. wycieraczki, trzeba oderwać dłoń od kierownicy. W naszym egzemplarzu znalazły się także czujniki parkowania oraz tempomat.
Odpalamy
No dobrze, poznaliśmy już Korando w środku. Czas przekręcić stacyjkę i odpalić maszynę. Ruszamy? Najpierw zapnijmy pasy, bo dźwięk sygnalizujący nas o tym nie da nam spokoju. Regulujemy fotel, kierownicę i szybko znajdujemy odpowiednią pozycję. Korando jest samochodem dopracowanym pod względem zawieszenia, dzięki czemu zarówno osoby podróżujące z przodu jak i z tyłu nie będą narzekać na komfort jazdy. Wnętrze jest przestronne, dla wszystkich będzie zatem wystarczająco dużo miejsca. Jedyny problem tyczy się przednich foteli, które mają problem z trzymaniem bocznym. Inna sprawa, ze choć pod maską drzemie dynamiczny silnik, Korando nie jest stworzony do bicia rekordów prędkości.
Żwawe reakcje
A skoro już o silniku mowa, 2-litrowa jednostka o mocy 175 KM pozytywnie zaskakuje. Dzięki 6-biegowej skrzyni biegów łatwo dobrać odpowiednie przełożenie, a na przyspieszenie nie ma co narzekać. Sprint do setki trwa niecałe 10 sekund. 360 Nm momentu obrotowego zapewnia dynamiczne i żwawo reakcje na polecenia kierowcy. Moje zastrzeżenia budził jedynie układ kierowniczy, który posiada niepokojąco spory ‘luz’, przez co precyzyjność i szybkość reakcji pozostawia wiele do życzenia. Mimo to, jadąc spokojnie, wszystkim pasażerom można zapewnić naprawdę spory komfort podróżowania.
Napęd na cztery koła
Testowy egzemplarz wyposażony był w napęd na cztery koła. Nie ma tu zwykłego trybu 2WD, jednak w normalnych warunkach samochód i tak napędzany jest tylko przez przednie koła. Tylna oś dołącza się kiedy któreś z kół traci przyczepność, a także podczas zjazdów. Klasyczna blokada mostów okaże się szczególnie przydatna w grząskim, offroadowym terenie. Działa do prędkości 40 km/h.
Wielka chwila
Wspomniałem już, że Korando nie jest tanie. Mimo, że z całą pewnością SsangYong doczekał chwili, w której może rozpocząć rywalizację na rynkach, na których jeszcze do niedawna postrzegany był jako outsider mam wątpliwości, czy tak się stanie. Właśnie przez cenę. Czy z marki niszowej przerodzi się w pełnowartościowego gracza? Do tego z pewnością potrzebowałby jeszcze kilka innych modeli w gamie. Korando w wersji Sapphire w promocyjnej cenie kosztuje teraz 97.700 zł. W zamian otrzymujemy bardzo bogate wyposażenie, ale czy to wystarczy?
| Silnik | Diesel 2.0 e-xDi200 |
| Moc | 175 KM przy 4,000 obr/min |
| Max moment obrotowy | 360 Nm przy 2,000~3,000 obr/min |
| Skrzynia biegów | 6-biegowa, manualna |
| V-max | 179 km/h |
| Przyspieszenie 0-100 km/h | 10 sek |
| Spalanie | 8,0 l |
| Pojemność bagażnika | 486 l |
| Wymiary (dł/szer/wys) | 4410/1830/1675 mm |
| Masa własna | 1727 kg |
| Cena wersji bazowej | 86.800 zł |
| Cena wersji testowej | 103.900 zł |











Komentarze